sobota, 29 marca 2014

Rok 2012 - eutanazja dla świata

Rok 2012 - eutanazja dla świata


Autor: Natalia Julia Nowak


Najbardziej pesymistyczny artykuł, jaki kiedykolwiek napisałam. Depresja, dekadentyzm, apokaliptyczne klimaty oraz rozpacz z powodu utraty suwerenności.


Dawno, dawno temu, w tak zwanych lepszych czasach, istniały na świecie pewne wartości. Państwa były silne i niepodległe, a ich mieszkańcy - dumni ze swojego pochodzenia oraz skłonni do obrony swoich Ojczyzn. Rodziny były zdrowe, pełne i szczęśliwe, ludzkie życie znajdowało się pod ochroną, obyczaje stały na wysokim poziomie, wszystko kwitło i maiło się jak na pogodnym pejzażu. Ale potem coś się zadziało i rzeczywistość trafił szlag.

Wszelkie wartości zostały zabite - zamordowano je bez litości, a przecież rzeczom martwym nie można przywrócić życia. Zjawiska, które były dobre i cenne, najzwyczajniej w świecie umarły, więc już nikt nigdy ich nie zobaczy. Zniknęły wartości, zostało zaś to, co plugawe i obrzydliwe. Zboże zmarniało, gnojówka pozostała. Po ślicznym, puszystym kotku zachowała się jedynie śmierdząca kuweta.

Żyjemy w czasach, w których mówienie o wartościach przypomina uprawianie światopoglądowej nekrofilii. Jest to wszak hołdowanie temu, co już od dawna nie żyje. Idealizm jest dziś tożsamy z klęczeniem na mokrej ziemi, uderzaniem głową w mogiłę i wyciem: “Chcę, żeby umarłe powróciło do życia!”. Takie działanie ma charakter tragikomiczny, bowiem szlachetnych idei, które brutalnie zamordowano, po prostu nie da się wskrzesić.

Zgładzone wartości już nigdy nie zawitają w naszym świecie, nie spowodują, że wszystko znowu zacznie kwitnąć i się maić. Dobro leży w grobie, rozkładając się powoli, acz konsekwentnie. Idee, dla których niegdyś chciało się żyć i umierać, to dzisiaj trupy, którym nawet dr Frankenstein nie pomoże. Ci, którzy dokonują ekshumacji zamordowanych wartości i próbują je ożywić, nie odnieśli jeszcze żadnego sukcesu. Co ma wisieć, nie utonie. Co ma być martwe, nie stanie się żywe.

Współczesny świat jest jak ciężko chory pies, któremu nie da się pomóc i który gnije żywcem na oczach swojego właściciela. Przypomina on również kończynę bezwzględnie trawioną przez gangrenę. Trzeba Wam wiedzieć, drodzy Czytelnicy, że przez długi czas starałam się uzdrowić naszą rzeczywistość. Dwoiłam się i troiłam, żeby choć trochę ją podleczyć, szarpałam się o Polskę, zagranicę i gatunek ludzki. Jednak teraz po prostu się poddałam. Ręce mi opadły. Doszłam do wniosku, że choroba, która wyniszcza świat, jest nieuleczalna, zwłaszcza w tak zaawansowanym stadium.

Nie ma już żadnej, absolutnie żadnej nadziei dla tej planety - wszystkie środki zawiodły i nie opłaca się sięgać po kolejne. Degrengolada jest nieodwracalna, nie da się jej nie tylko cofnąć, ale nawet spowolnić. Coraz częściej myślę, że jedyne, co można zaoferować naszej rzeczywistości, to eutanazja. Jeśli nasz świat ma upaść, to niech upadnie jak najszybciej. Wszak już napisałam: co ma wisieć, nie utonie!

Pytacie, co mnie najbardziej przeraża i zasmuca? Otóż fakt, że Polska straciła niepodległość. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że wkrótce Unia Europejska zostanie oficjalnie ogłoszona federacją, czyli państwem związkowym. Nieoficjalnie jest ona federacją od momentu wejścia w życie Traktatu Lizbońskiego (1 grudnia 2009 roku), jednak dopiero teraz europejscy politycy odważyli się przyznać, o co im tak naprawdę chodzi.

Radosław Sikorski otwarcie mówi, że popiera ideę uczynienia z UE “federacji” i “supermocarstwa”. Gerhard Schroeder używa wyrażenia “Stany Zjednoczone Europy”. Janusz Palikot deklaruje, że pragnie “federalnej Europy” i że najpierw czuje się Europejczykiem, a dopiero potem Polakiem. Co do Hermana van Rompuya, już dwa lata temu był on nazywany “fanatycznym federalistą”.

Nasza Ojczyzna nie jest już samodzielnym bytem państwowym, tylko częścią składową ogromnej federacji. Unia Europejska jest państwem, a Polska - jednym z jej dwudziestu siedmiu stanów, landów lub kantonów. Lada dzień ten bolesny fakt zostanie oficjalnie poświadczony i przypieczętowany, a wtedy nie będzie już złudzeń co do sytuacji naszego Narodu. Nikt nie będzie mógł pocieszać się myślą: “A może ja się mylę? Może nie jest aż tak źle? Może mój kraj nadal jest suwerenny, a ja niepotrzebnie dramatyzuję?”.

Nadzieja umrze tak jak pozostałe wartości, optymizm straci rację bytu, zaś słowa pocieszenia przestaną brzmieć wiarygodnie i kojąco. Nie wiem, czy najzagorzalsi patrioci i nacjonaliści nie oszaleją wówczas z rozpaczy. Silny ból psychiczny może być dla nich naprawdę niebezpieczny. Ludzie czasem wariują przez politykę - doświadczenie życiowe to potwierdza.

Urodziłam się w roku 1991. Reprezentuję ostatnie pokolenie, które pamięta Wolną Polskę i od którego należy bezwzględnie żądać postawy patriotycznej. Przyszłe pokolenia - generacje eurofederacji - będą już mniej lub bardziej wynarodowione. Spodziewam się, że nasi potomkowie, tak jak Janusz Palikot, będą się czuli najpierw Europejczykami, a dopiero potem Polakami. Sytuacja panująca w Stanach Zjednoczonych Europy okaże się analogiczna do sytuacji panującej w Stanach Zjednoczonych Ameryki.

Mieszkańcy USA najpierw czują się Amerykanami, później zaś np. Teksańczykami. Ludzie, którzy przyjdą po nas, nie będą patriotami względem Polski, tylko względem UE. Dla naszych potomków Polska, rozumiana jako niezależny organizm państwowy, będzie odległą historią, zupełnie jak Księstwo Florencji. Co więcej, będą oni deklarować narodowość europejską, a nie polską.

Niech mi teraz ktoś powie: po co te przyszłe pokolenia mają się w ogóle rodzić?! Po to, żeby być dziećmi europejskiej federacji? Po to, żeby funkcjonować w zdegenerowanym świecie, w którym wszelka aktywność przypomina tarzanie się w błocie? Po to, żeby czcić zło, bez świadomości, że kiedyś istniało dobro? Czy takie życie ma sens?! Czy hańba nie jest przypadkiem gorsza od śmierci?!

Czyją gospodarkę będzie wzmacniać ciężka praca naszych synów, córek, wnuków i prawnuków? Unii Europejskiej? W czyim wojsku będą oni służyć? W unijnym? Czy nasi potomkowie będą przysięgać na wierność fladze Stanów Zjednoczonych Europy? Czy będą stać na baczność, słuchając “Ody do Radości”? Czy będą mówić o prezydencie UE z taką powagą, jak dzisiaj mówi się o prezydencie USA? Nie wiem, jak Wy, ale ja wolałabym umrzeć niż wegetować w taki sposób!

Życie w Stanach Zjednoczonych Europy to coś naprawdę żałosnego. Bo człowiek nie będzie… a właściwie: nie jest w nich dziecięciem Polski, tylko dziecięciem federacji, która Polskę wchłonęła. Pszenica, która tak pięknie się złoci, nie jest już pszenicą polską, lecz unijną. Parlament Europejski nie jest już organem organizacji międzynarodowej, lecz naszą władzą federalną. Gdybym spotkała na swojej drodze człowieka, pogrążonego w ciężkiej depresji i pragnącego się zabić, zapewne powiedziałabym mu: “Nie rób tego! Przecież warto żyć!”.

Ale co bym odpowiedziała, gdyby ów człowiek zadał mi pytanie: “Dlaczego warto żyć”? Czy nie byłoby tak, że spłonęłabym rumieńcem i odeszłabym bez słowa? Ja sama nie wiem, po co egzystuję w naszym współczesnym - cuchnącym i obrzyganym - świecie dekadencji! Jestem osobą, której zawalił się niemal cały światopogląd. Pod tym względem przypominam starszą panią z wiersza Tadeusza Różewicza (“Wierzyła przez pięćdziesiąt lat, a teraz płacze i mówi: ‘nie wiem… nie wiem‘”).

Jedyne, co mogę obecnie robić, to nucić pod nosem fragment piosenki zespołu Łzy: “Kiedyś znałam na wszystko odpowiedź, myślałam, że świat należy do mnie. Pamiętam Twoje wszystkie pytania, słowa tak pięknie układały się w zdania”. Czuję się strasznie, nie wierzę już w nic i nie dostrzegam sensu w niczym. Chwytam się różnych rzeczy, ale dają mi one pocieszenie chwilowe i powierzchowne.

Tylko jedna rzecz wydaje mi się pewna. Lepiej, żeby spełniła się popularna przepowiednia mówiąca o końcu świata w 2012 roku niż realistyczna prognoza dotycząca oficjalnej federalizacji Unii Europejskiej. Jeśli Polska, Europa i świat mają odejść (a proces rozkładu już się rozpoczął!), to chciałabym, żebyśmy odeszli razem z nimi. I dlatego liczę na Apokalipsę w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy. Wszystko już stracone. Nie ma nawet czego ratować. Nieuleczalnie chore psy się usypia, zaś trawione przez gangrenę kończyny - amputuje.

Nasz świat jest cmentarzem, nasza cywilizacja jest cywilizacją śmierci, a my dzielimy się na upiory i nekrofilów (upiory to ludzie, którzy są martwi wewnętrznie, bezideowi. Nekrofile to ci, którzy hołdują umarłym wartościom). Spoczywajmy w pokoju. Jeżeli rozmaici jasnowidze mają rację, to rok 2012 wyleczy wszystkie nasze bolączki. No i dobrze, bo ja jestem jak podmiot liryczny z pewnego utworu Łez - “Codziennie pytam, czy kiedyś to się skończy. I nienawidzę słów: nic nas nie rozłączy”. Wielka asteroida zderzy się z Ziemią i skutecznie rozwiąże m.in. problem Stanów Zjednoczonych Europy. Albo Słońce pęknie, tak jak moje serce po ratyfikacji Traktatu z Lizbony.


Natalia Julia Nowak,
25-26 grudnia 2011 r.



P.S. Obserwacja stopniowej degrengolady Ziemi wcale nie musi się odbywać w ponurej, grobowej atmosferze. Zamiast płakać i wzdychać, można się śmiać i wołać do ludzi niczym Fałszywa Maria z filmu “Metropolis” Fritza Langa: “Chodźcie zobaczyć, jak świat idzie do diabła!”.

P.S.2. Koniec świata może być naprawdę groteskowy. Według najpopularniejszej przepowiedni, nastąpi on 21 grudnia 2012 roku (inne wizje mówią o 22 lub 23 grudnia). Czy wiecie, że 21 grudnia wypadnie w piątek? Wyobrażam sobie sytuację rodem z piosenki “Friday” Rebeki Black. “Jest piątek, piątek, wszyscy czekają na weekend” - ale ten weekend po prostu nie nadchodzi.

piątek, 28 marca 2014

Owczarek holenderski długowłosy

Owczarek holenderski długowłosy


Autor: megi


Owczarki holenderskie były niegdyś typowymi wiejskimi psami. Do ich obowiązków należało pilnowanie stada np. owiec, bydła. Ostrzegały także o pojawieniu się obcych.


Owczarek holenderski ma wspólnych przodków z owczarkami belgijskimi i niemieckimi. W porównaniu z owczarkiem belgijskim holenderski jest bardziej wydłużony, mocniejszy i nie ma aż tak szlachetnego wyglądu. Nie jest jednak tak mocny jak jego kuzyn z Niemiec.

Najpopularniejsza rasa jest krótkowłosa, która ma też największe predyspozycje do pracy, np. w policji. Mniejszą popularnością cieszą się owczarki szorstkowłose, które są głównie psami do towarzystwa. Owczarki holenderskie cechuje bardzo silny instynkt stadny. Lubią przebywać blisko człowieka. Doskonale sprawdzają się w roli psów rodzinnych, są opiekuńcze wobec dzieci. Owczarka holenderskiego długowłosego można polecić osobom chcącym mieć czujnego stróża. Zwierzęta domowe traktują jako część stada.

Wobec obcych psów zazwyczaj nie są agresywne. Owczarek wymaga dużo ruchu. W domu wybiegany pies tej rasy jest spokojny i niekłopotliwy. Holendry są zwinne i wytrzymałe, są też odporne na różne warunki atmosferyczne. Świetnie nadają się do towarzystwa właścicielowi podczas jazdy na rowerze czy joggingu - co jest wskazane, bo mają tendencje do tycia. Owczarek holenderski długowłosy nie nadaje się dla osób chcących mieć niekłopotliwego kanapowca. Najlepiej by jego właściciel miał już pewne doświadczenie w pracy z czworonogiem, choć początkujący też powinien sobie z nim poradzić. Owczarek holenderski długowłosy jest wierny, pojętny, lecz także do pewnego stopnia samodzielny i niezależny, czujny, aktywny, doskonały stróż.

środa, 26 marca 2014

Dog Canario pies kanaryjski - charakter

Dog Canario pies kanaryjski - charakter


Autor: miwa


Rasa Dogo Canario łączy w sobie zarówno opanowanie, zrównoważenie, a także posiada umiejętność samo kontrolujące i powagę wobec zagrożenia, sam wygląd wskazuje na dużą siłę oraz szybkość często wykorzystywaną podczas pełnienia fukncji stróża.


Rasa Dogo Canario łączy w sobie zarówno opanowanie, zrównoważenie, a także posiada umiejętność samo kontrolujące i powagę wobec zagrożenia, sam wygląd wskazuje na dużą siłę oraz szybkość często wykorzystywaną podczas pełnienia fukncji stróża. Ta rasa posiada dosyć groźne spojrzenie. Psy kanaryjskie Canario są porywcze również zwinne i bojowe. W przypadku jakiegokolwiek zagrożenia reagują szybko, odważnie oraz zdecydowanie i bardzo skutecznie w realizowaniu powierzaonych im zadań. Dogo Canario jest to pies raczej niekonfliktowy. Nie jest zaczepny i wśród spokojnie zachowujących się ludzi i psów również pozostaje spokojny, jednak na agresywne zachowanie innego psa czy człowieka zareaguje bardzo szybko. Świetnie radzi sobie z funkcją stróża czy psa obronnego. Został on szczególnie obdarzony przez naturę do prowadzenia stad bydła i owiec. Groźny głęboki głos, pomaga mu tylko w tym żeby sprawnie i szybko odstraszać potencjalnego wroga. Charakteryzuje się tym że jest nieufny wobec obcych ale wierny wśród swoich. Dogo Canario jest bardzo przywiązany oraz opiekuńczy w stosunku do dzieci. Powinien być prowadzony przez osobę, która ma doświadczenie w układaniu psów bojowych, ponieważ ta rasa ma skłonności do zachowań agresywnych. W nieodpowiednich rękach pies ten może być bardzo niebezpieczny i groźny, azkolwiek z odpowiedzialnym właścicielem stanie się miłym, oddanym kompanem. Szczeniaki Dogo Canario są miłe i symaptyczne, nie trzeba poswięcać im zbyt wiele czasu.

Ucz się z głową

Ucz się z głową


Autor: Paweł Sygnowski


Zapis wywiadu opublikowanego przez magazyn „W zdrowym stylu” (www.wzs.com.pl) nr 26 / wrzesień 2007 będącym dodatkiem do tygodnika „Wprost” (www.wprost.pl) nr 39/2007 (1292).


„Jeśli do tej pory miałeś problemy z uczeniem się i zapamiętywaniem – od tej chwili możesz uważać je za skończone” - to pierwsze słowa Pańskiej książki pt. „Szybka nauka dla wytrwałych”. Brzmią one bardzo optymistycznie...


Większość problemów z nauką nie wynika – jak mogłoby się to wydawać – z braku wystarczającej inteligencji, chęci, czasu czy możliwości. Przyczyną jest nieznajomość zasad działania naszego umysłu, a co za tym idzie niewiedza o tym, jak właściwie należy się uczyć, aby zapamiętać daną informację szybko i skutecznie, tak by można ją było przywołać oraz zastosować w dowolnym momencie.

Obecnie obowiązujący system edukacyjny nie uczy, jak należy się uczyć. Przede wszystkim polega na zalewaniu swoich „uczestników” ogromem nowych, a przez to skomplikowanych i trudnych do zrozumienia, a w efekcie także do nauczenia się informacji. Jedynym proponowanym rozwiązaniem jest uczenie się na pamięć i chociaż ma ono pozytywne aspekty, okazuje się niewystarczające do efektywnego zapamiętywania różnorodnych informacji. Wynikiem tego jest wykształcanie u uczących się negatywnych postaw dotyczących własnej osoby („jestem głupi”, „nic nie rozumiem”), szkoły („szkoła jest nudna”) oraz nauki („jest bez sensu”). Nie powinno więc dziwić, że tak popularną strategią uczenia się jest zasada „3 Z”, czyli „zakuć”, zdać zapomnieć”.

Paradoks ten można porównać do sytuacji, w której kupujemy drogi sprzęt RTV bez instrukcji obsługi. Logiczne jest, zwłaszcza jeśli jest to nasz pierwszy zakup np. cyfrowej kamery, że będziemy mieli mnóstwo problemów związanych z jej obsługą. Dlatego właśnie do kamery dołączana jest instrukcja obsługi. Analogicznie jest z uczeniem się. Nie wiedząc nic – lub zgoła nic – o funkcjonowaniu mózgu, nie wiemy, jak mamy się uczyć.


Zatem co powinniśmy wiedzieć?


Należy uświadomić sobie, że aby trwale zapamiętać nową informację przede wszystkim należy ją zrozumieć, by istniała możliwość powiązania jej z tym, co już wiemy. W przeciwnym razie każda nowa informacja będzie dla naszego mózgu abstrakcyjnym pojęciem, którego nie można wykorzystać w praktyce. Nie powinno więc dziwić, że mózg „broni się” przed przyswajaniem takich informacji. Jeśli nie rozumiemy tego, czego się uczymy, pozostaje nam mechaniczne „wkuwanie”. To usypia mózg, wyłącza myślenie. Powiązanie zrozumiałej nowej informacji, z tym co już wiemy, musi odbywać się na określonych zasadach, tak by efektem było trwałe i skuteczne zapamiętanie. Wynika to z budowy mózgu, z podziału na dwie równorzędne sobie części: prawą i lewą półkulę. W czasie nauki powinniśmy angażować obie półkule. Następuje wtedy optymalne wykorzystanie jego możliwości. Każda półkula „zarządza” różnymi procesami oraz czynnościami (przy czym także następuje wzajemne przenikanie się tych funkcji). Większość z nas uczy się wykorzystując jedynie lewą półkulę mózgu, która odpowiedzialna jest między innymi za logiczne myślenie w ramach zasady – każda przyczyna ma swój skutek. Popularne uczenie się na pamięć jest właśnie domeną tejże półkuli. Z kolei prawa półkula odpowiada za bardziej abstrakcyjne myślenie, pasujące raczej do „roztrzepanego” artysty, niż zimnego pragmatyka. Przy połączeniu obu sposobów myślenia nauka może stać się ciekawa, szybka i skuteczna.


Dlaczego połączenie myślenia logicznego z abstrakcyjnym ułatwia naukę i jak w takim razie możemy zaktywizować tę najczęściej uśpioną w trakcie uczenia się część mózgu?


Połączenie myślenia logicznego oraz abstrakcyjnego jest naturalnym sposobem pracy mózgu. Sposobem, w jakim nasz mózg zapamiętuje informacje. Możemy się o tym przekonać, wyobrażając sobie pewną sytuację: mamy zapamiętać imiona kilku psów. Psy są różne: duże, małe, czarne, z plamami. Zastanówmy się, jak wyglądałoby zapamiętanie imion poszczególnych psów z wykorzystaniem tylko lewej półkuli. Myślenie logiczne wymusza szukanie logicznego związku pomiędzy imieniem, a wyglądem danego psa. Trudno taki związek znaleźć. Pozostaje więc nauczenie się imion na pamięć, ale co zrobić, kiedy mamy zapamiętać ich 15, albo 20? Wtedy uczenie się na pamięć nie da oczekiwanego rezultatu.

Z kolei myślenie abstrakcyjne będzie dążyć do powiązania imienia psa z jego wyglądem. Nie chodzi o znalezienie faktycznie istniejącego związku, ale wymyślenie go. Np. owczarek niemiecki ma na imię Czarek. Prawa półkula może skojarzyć to imię ze znanym aktorem Cezarym Pazurą, następnie powiąże aktora z filmową rolą Killera. Dalej mózg może podsunąć obraz Killera, który z ekranu celuje pistoletem do widowni, strzela, ale zamiast kul na widownię spadają owczarki niemiecki, co doprowadza wszystkich do szaleńczego śmiechu. Zauważmy, co się stało. Myślenie logiczne uświadomiło nam, że aby zapamiętać imię psa, musimy znaleźć jakiś związek pomiędzy tym imieniem, a psem. Z kolei myślenie abstrakcyjne znalazło ten związek, ale jaki! Opisana sytuacja jest nieprawdopodobna, może nawet śmieszna, po prostu abstrakcyjna. Jednak zauważmy, że ta historia nie jest nam obojętna. Nie ważne, czy wywołuje negatywne, czy pozytywne emocje. Sprawia to, że w samoistny sposób zapamiętujemy imię owczarka. Właśnie emocje są jednym z głównych i najważniejszych obszarów aktywności naszego mózgu „zarządzanych” przez prawą półkulę. Zamiana suchych faktów w coś (to może być obraz, film, rysunek, historyjka itp.), co nie jest nudne, ale żywe, kolorowe i wywołuje emocje, sprawia, że do nauki angażujemy już nie tylko lewą, ale także prawą półkulę mózgu, co w naturalny sposób pozwala zapamiętać to, czego się uczymy.

Podam jeszcze jeden przykład. Musimy nauczyć się przebiegu pewnej bitwy. Myśląc jedynie za pomocą lewej półkuli, będziemy uczyli się pamięciowo, bezmyślnie. Będzie to nudne oraz trudne. Jeśli zaś stworzymy sobie w wyobraźni obraz tej bitwy ze sobą w roli dowódcy, żołnierza, czy obserwatora (można wykorzystać ekranizację bitwy lub współczesną jej inscenizację), to nagle nudna nauka (pod warunkiem, że „kupimy” swoje wyobrażenie) stanie się egzotyczną i pasjonującą przygodą (w końcu „walczymy” w tej bitwie o życie), a przy okazji przyswoimy sobie potrzebne wiadomości.


Czy może Pan podać jakąś metodę wykorzystującą podczas nauki nasze emocje?


Metoda Łańcuchowa jest to najprostszą, ale jednocześnie szalenie skuteczna mnemotechniką. Służy ona głównie do zapamiętywania informacji umieszczonych w postaci szeregu (łańcucha) - przy czym zupełnie obojętne jest czy każda z tych informacji będzie w jakiś logiczny sposób powiązana z poprzednią. Poszczególne elementy należy za pomocą skojarzeń połączyć w określoną całość, czyli barwną historyjkę, na którą składają się poszczególne skojarzenia.

Podam przykład: wybieramy się na zakupy i musimy zapamiętać przygotowaną wcześniej listę (mleko, makaron, monitor, kufel do piwa, czapeczka, grill).

A oto opis obrazujący sposób zapamiętania powyższej listy zakupów. Przeczytajcie Państwo z uwagą zaproponowaną historię, spróbujcie ją sobie wyobrazić. Problemem może być przypomnienie sobie pierwszego elementu szeregu informacji, a od niego powstają kolejne skojarzenia. Aby ten problem wyeliminować, wystarczy powiązać go z własną osobą.


- Zobacz siebie obładowanego pustymi torbami na zakupy. Wychodzisz z domu, udajesz się prosto na wieś do gospodarza, którym jest ... krowa. Płacisz jej za mleko i przechodzisz do mleczarni, gdzie zamiast krów znajdują się ... zwykli ludzie. Doisz jedną z osób i wychodzisz.

- W drodze do domu mija Cię jadący makaron, który rozrzucany jest wokół ciężarówki. Uchylasz się przed lecącą prosto na Ciebie nitką i jednocześnie polewasz pędzący makaron odrobiną mleka. To sprawia, że on nieruchomieje, a Ty spokojnie ładujesz go do torby.

- Zadowolony przechodzisz obok sklepu komputerowego, gdzie banda dzieciaków rozbija nowiutkie monitory o głowy przechodniów. Łup – dostajesz jednym z nich, łapiesz go i chcesz spakować do plecaka. Spostrzegasz, że monitor się włączył i z jego ekranu lecą na ulicę kufle do piwa, które roztrzaskują się o bruk. Aby ratować sytuacje, zdzierasz z głowy jednego z dzieci czapkę, którą zakrywasz monitor. Całość pakujesz do plecaka.

- Uff – nagle zrobiło Ci się szalenie gorąco. Patrzysz w górę i spostrzegasz, że przypadkowo znalazłeś się na ogromnym grillu olbrzymów. Jeden z nich wziął Cię za smakowity kąsek i nałożył sobie na talerz. Nic nie pomagają twoje krzyki. Olbrzym ze smakiem zjada Cię razem ze sprawunkami.


Po przeczytaniu historyjki, proponuję zamknąć oczy i odtworzyć ją sobie w wyobraźni jednocześnie wypisując poszczególne pozycje listy zakupów, którą należało zapamiętać.

Jaki rezultat? Czy udało się zapamiętać wszystkie elementy w odpowiedniej kolejności? Jeśli tak, możemy być z siebie zadowoleni. Jeśli nie, trzeba się cofnąć do odpowiedniego fragmentu historyjki, w którym mowa była o tym elemencie, którego nie zapamiętaliśmy. Wzmocnijmy zatem zaprezentowane tam skojarzenie poprzez dodanie większej ilości szczegółów, a nade wszystko wyraźnie wyobraźmy sobie obraz danego skojarzenia. Następnie powtórzmy całą historyjkę jeszcze raz i wypiszmy listę zakupów.

Z pewnością przedstawiona powyżej historia wydaje się głupia – to raz, ale także trudna do wyobrażenia – zwłaszcza jeśli nigdy wcześniej nie mieliśmy do czynienia z tego typu wyobrażeniami. To są moje skojarzenia, które należy traktować, jako swoisty drogowskaz na drodze do tworzenia własnych. Wzorując się na powyższej historyjce, należy stworzyć jej własną wersje. Warto przy tym zwrócić uwagę na następujące elementy:

- akcja – im więcej się dzieje, tym lepiej (jeśli doimy krowę – człowieka, to niech gryzie, kopie, smaga ogonem);

- ilość – w mleczarni nie ma dwóch, czy trzydziestu krów, ale trzysta miliardów;

- wielkość – kufel do piwa jest tak wielki, że zakrywa całe miasto;

- zmieniaj - wyobraź sobie coś zamiast czegoś (zamiast gospodarza krowa);

- synestezja – skojarzenie powinno odwoływać się do jak największej ilości zmysłów.

- krowa - człowiek nie tylko gryzie dotyk, ale także ma specyficzny zapach węch, przeklina słuch i jest bardzo kolorowa wzrok.

Nie jest to jedyny sposób wykorzystania tej techniki. Drugi polega na tworzeniu osobnych skojarzeń dla każdej pary elementów do zapamiętania, bez łączenia ich w historyjkę. Jak wygląda to w praktyce?

Na naszej liście zakupów pierwsze dwa elementy do zapamiętania, to mleko oraz makaron. Wyobraźmy więc sobie mleko. Wszystko jedno, czy to będzie mleko z kartonu, czy prosto od krowy. Wytwórzmy konkretny jego obraz. Teraz stwórzmy skojarzenie między mlekiem, a makaronem. Możemy wyobrazić sobie, że mleko zamienia się w stosy makaronu, albo torba makaronu wypija nasze mleko.

Twórzmy własne, absurdalne, intensywne i niecodzienne skojarzenia. Pamiętajmy, aby pierwszy element listy zakupów powiązać ze sobą, co pozwoli uniknąć trudności z przypomnieniem sobie pierwszego elementu szeregu.

Ta mnemotechnika daje nieograniczone możliwości zapamiętania dowolnego szeregu elementów. Wymyślenie skojarzeń to kwestia kilkudziesięciu sekund, a za każdym razem, kiedy przypominamy sobie dany element, przypominamy sobie całe skojarzenie, a tym samym utrwalamy wszystkie elementy. W miarę upływu czasu skojarzenia okażą się zupełnie niepotrzebne, a zapamiętany szereg elementów stanie się cząstką wiedzy do której mamy nieograniczony dostęp.


Dlaczego tak się dzieje?


Oprócz samej natury mnemotechniki, metoda łańcuchowa wymaga dużego skupienia uwagi na każdym elemencie, a więc skoncentrowania się na nim. Jest to jeden z bardzo ważnych czynników determinujących skuteczne zapamiętywanie.

Istnieje zdecydowanie więcej sposobów na aktywizację prawej półkuli w czasie nauki.

wtorek, 25 marca 2014

Maine Coon - dbanie o sierć

Maine Coon - dbanie o sierść


Autor: Kociara


Maine Coon to rasa kotów o długim włosie, szczególnie na ogonie. Nie posiadają jednak zbyt gęstego podszerstka, a ich sierść jest dość łatwa w utrzymaniu. Wystarczymy, że na czesanie kota poświęcimy jeden – dwa dni w tygodniu.


Koty rasy Maine Coon mają długi włos, szczególnie na ogonie, i tak jak inne wymagają pielęgnacji. Mimo długiego i gęstego futra codzienne czesanie nie jest konieczne, gdyż MC nie mają zbyt gęstego podszerstka. Wystarczy raz – dwa razy w tygodniu. Czesanie rozpoczynamy od głowy w kierunku ogona oraz od kryzy, poprzez brzuch. W okresie wymiany sierści, która następuje u MC dwa razy do roku, wiosną i jesienią, zabiegi pielęgnacyjne w postaci czesania można stosować częściej. Unikniemy wtedy nadmiaru sierści w domu, a i kot nie będzie wylizywał dużej ilości sierści, co grozi tworzeniem się kul włosowych (bardzo niebezpiecznych dla przewodu pokarmowego kota). Do czesania używamy metalowego grzebienia (nie za gęstego) lub szczotki z naturalnego włosia. Nie szarpiemy i nie wyrywamy sierści. Podczas tych zabiegów NIGDY nie czeszemy OGONA – włosy usunięte z ogona odrastają nawet do roku. Ogon możemy delikatnie przypudrować i uczesać miękką szczotką lub palcami.

Szczególną uwagę należy zwrócić na włosy pod pachami, gdzie dość często tworzą się kołtuny. Małe da się łatwo rozczesać, duże możemy już jedynie wyciąć.

Czesanie kota, oprócz wartości higienicznej czy estetycznej, spełnia ważną rolę budowania (zacieśniania) więzi z właścicielem. Najlepiej jest przyzwyczajać kota do czesania od urodzenia. Często kocięta traktują to jak zabawę, ale gdy dorosną traktują rytuał czesania, jak czynność codzienną. Kiedy kot denerwuje się podczas czesania niektórych miejsc, wracamy do tych ulubionych, a następnie z powrotem do tych kłopotliwych. Należy pamiętać, aby nie robić nic na siłę, przecież w każdej chwili możemy powrócić do czesania miejsc, których tym razem nie zdołaliśmy wyszczotkować.

Biologia i pochodzenie

Biologia i pochodzenie


Autor: Elżbieta


Opisuję pochodzenie królików, i od jakich zwierząt się wywodzą. Są to bardzo długo już znane ludziom zwierzęta, jak żyły i skąd pochodziły można dowiedzieć się z tego artykułu.


Króliki miniaturowe i ich krewniacy. Biologia i pochodzenie.
Wysoko je cenimy, lubimy, lecz jednocześnie nie rozumiemy-oto nasze odczucia wobec zajęcy. Niektórzy z nas mieli szczęście widzieć te niezwykłe zwierzęta w warunkach naturalnych.

Zającowate
Zając szarak (Lepus europaeus) i królik (Oryctolagus cuniculus) należą do rodziny zającowatych, a nie gryzoni jak sie nieraz mylnie uważa. Oba te gatunki przypominają gryzonie tylko dwiema cechami-podobnie się odżywiają i mają siekacze rosnące przez całe życie zwierzęcia.
Jednak w odróżnieniu od gryzoni zającowate podczas żucia poruszają szczękami również na boki, ponadto w górnej szczęce mają dodatkową parę małych siekaczy, a przednich kończyn nie używają jako kończyn chwytnych, co jest typowe dla gryzoni. Skamieniałości czaszek i zębów są dowodem na to, że ewolucja zającowatych i gryzoni przebiegała odmiennie.

Zające szaraki
Zające szaraki żyją na powierzchni ziemi, ich młode przychodzą na świat w pełni ukształtowane i pokryte sierścią. Dorosłe osobniki trudno jednak obserwować, gdyż na ogół salwują się szybką ucieczką, osiągając nawet prędkość do 80 km/h, lub dobrze zamaskowane przyczajają sie w wygrzebanej przez siebie niecce, tzw. kotlince. Żeby maskowanie było perfekcyjne, kładą płasko na grzbiecie długie uszy, które w gwarze myśliwskiej nazywane są słuchami. Kotlinka taka jest nie raz dobrym, wygodnym, osłoniętym od deszczu schronieniem.

Z natury płochliwe zające lubią żyć na otwartej przestrzeni; na polach, łąkach i obrzeżach lasów. Kto jest rannym ptaszkiem może je zaobserwować w grupie, lecz tylko w czasie rui, kiedy samce usilnie się starają o względy samic. Poza tym okresem zające są samotnikami.
Podobnie jak wszystkie zającowate mają one bardzo dobry słuch i węch, a rewir w którym żyją, zaznaczają wydzieliną gruczołów zapachowych.

Dzikie króliki
Zające i króliki wyraźnie różnią się od siebie budową ciała i trybem życia. Nawet nie kojarzą się między sobą.

Dzikie króliki żyją gromadnie w wygrzebanych przez siebie norach i pozostają wierne jednemu miejscu. Najbardziej lubią teren porośnięty krzakami, pagórkowaty, możliwie piaszczysty, zapewniający im ochronę i obfitość pożywienia. Młode króliki przychodzą na świat nagie i ślepe, za to w dobrze wymoszczonej norce. W kolonii dzikich królików panuje ścisła hierarchia: jeden samiec dominuje nad pozostałymi samicami, a jedna samica nad resztą samic. Dzikie króliki mierzą 35 - 45 cm i ważą 1 - 2 kg; są więc znacznie mniejsze i lżejsze od zajęcy, które mierzą około 68 cm i ważą około 3,5 - 45 kg. Z powodu krótszych nóg i bardziej krępego tułowia są tylko w połowie tak szybkie jak zające, lecz za to zwinniejsze. Mają też krótsze uszy i ogon. Ale to właśnie króliki, a nie zające, udało się udomowić. Są one zwierzętami użytkowymi.

Króliki w Europie Środkowej
Pierwsze wzmianki o chowie królików na terenach obecnych Niemiec pojawiły się XII, a w Polsce nawet w X wieku. W tym czasie trzymały je w Świątnikach k. Krakowa siostry zakonne. Mięso królików uchodziło wówczas za potrawę postną. W XIII wieku wśród królików hodowlanych pojawiły sie odmiany barwne, a w XVIII wieku Polska miała własną rasę białych czerwonookich albinosów.

Przed i po II wojnie światowej króliki trzymano głównie we wsiach i na Śląsku. Ponieważ te zwierzęta też dostarczały doskonałego mięsa i skór, a zajmowały niewiele miejsca, ich hodowla upowszechniała się błyskawicznie. Z biegiem lat dużą role zaczęły odgrywać również pilność i ambicja europejskich hodowców, którzy pragnęli wyhodować nowe, atrakcyjne rasy, w tym także ozdobne.

Króliki miniaturowe
Właśnie temu rozwojowi zawdzięczamy wyhodowanie królika miniaturowego. Niejakiemu panu Hoefmanowi z Holandii udało mu się bowiem w 1938 r. wyhodować pierwszego osobnika karłowatego ze skojarzenia królika gronostajowego (Rasy powstałej w 1904 r. w Anglii) z królikiem dzikim.

Od tej pory cieszyły się one coraz większa popularnością. Okrągły, krótki, pękaty, kłębek, duże, błyszczące oczy, uroczy spłaszczony nosek, milutkie futerko i ufność wobec człowieka sprawiły, że ich zdeklarowanymi miłośnikami stali się starzy i młodzi.

Wskutek zabiegów hodowlanych oprócz tej rasy, liczącej obecnie ponad 45 odmian barwnych, powstały również inne, nazywane baranami miniaturowymi, wyjątkowo urocze, z nisko osadzonymi, zwisającymi uszami. Rozczochrane miniaturki długowłose, podobnie jak karłowate reksy o krótkim, welurowym futerku, znajdują się obecnie w programie hodowlanym zarówno prywatnych hodowców, jak i wielkich farm hodowlanych.

poniedziałek, 24 marca 2014

Biały Owczarek Szwajcardki.

Biały Owczarek Szwajcarski.


Autor: MARIUSZ DANIELCZYK


Owczarek Szwajcarski to piękny pies, od którego trudno oderwać wzrok, któremu uroku dodaje białe umaszczenie i kontrastująca z nim ciemna oprawa oczu. Biel sprawia, że sylwetka psa wydaje się lekka i delikatna jak twierdzą niektórzy jego miłośnicy.


Pochodzenie tej rasy nie zostało w pełni udokumentowane. Na pewno jest ona spokrewniona z owczarkiem niemieckim. Białe owczarki bez problemu odnajdują się w wielu specjalnościach. Są przede wszystkim wspaniałymi psami rodzinnymi. Wykorzystuje się je również jako zwierzęta obronne, stróżujące, meldunkowe, ratownicze. Część z nich sprawdza się w dogoterapi i w roli przewodników.

BOS występuje w dwóch, uznawanych przez FCI odmianach: krótko-i długo-włosej. Ta ostatnia ma charakterystyczne pióra na łapach, bardziej puszysty ogon i swobodnie zwisające dłóższe włosy w okolicach uszu.

CHARAKTER-PLUSY: inteligentny, wszechstronny pies użytkowy, tolerancyjny(wobec dzieci i zwierząt), nie wymaga intensywnej pielęgnacji, przywiązany do opiekuna, aktywny.

MINUSY: nieufny wobec obcych, wrażliwy, skłonny do dominacji(samce), bywa hałaśliwy, nie znosi samotności, linieje. To wyjątkowo wrazliwy pies, a samotność mu nie służy. W niesprzyjających okolicznościach może łatwo popaść w depresję, która bywa kłopotliwa nie tylko dla niego, ale i otoczenia. Dlatego należy stale zapewniać mu towarzystwo. Cechuje go duża tolerancja wobec dzieci. Psom tym na ogół nie przeszkadza żywiołowa i hałaśliwa natura maluchów. Dojrzewają stosunkowo pózno, a szczenięca radość i chęć do zabaw obserwuje się nawet u dorosłych osobników. Cechy te czynią ich wspaniałymi kompanami dziecięcych szaleństw. Biały owczarek szwajcarski nadaje się zarówno do mieszkania w bloku, jak i do domu z ogrodem. Doskonale sprawdzi się w roli psa rodzinnego. Swoją obecnością umili czas aktywnym osobom starszym oraz samotnym. Ważne, aby życie było barwne, ciekawe, obfitowało w nowe wyzwania, a właściciel interesował się nim i nie szczędził mu czułości.

Czy dzieci mog bawic sie z psem

Czy dzieci mogą bawić się z psem?


Autor: Martin Wielicki


Dzieci i psy mogą być wspaniałymi towarzyszami zabaw, tworzacymi szczególną wspólnotę. Oczywiste jest także, że przebywanie z psem pod wieloma względami wspomaga rozwój dziecka.


Jednak, aby nie doszło do nieporozumień, należy przestrzegac kilku reguł.

Na początek ważne jest to, jaką pozycję zajmuje dziecko w ludzko - psiej sforze. Jeśli uprzytomnimy sobie, że każdy wilk w trakcie swojego życia może zajmować coraz wyższą lub coraz niższą pozycję w hierarchii, nie zdziwi nas fakt, że dziecko w rodzinie w zależności od wieku może również zajmować różne pozycje. Małe dzieci do około piątego roku życia pies traktuje zazwyczaj jak szczenięta. Tym samym mają one pewne przywileje. Pies postrzega je wprawdzie jako stojące niżej niż on sam w hierarchii sfory, ale jednocześnie cieszą się one nadzwyczajną swobodą. Pod ochroną statusu szczenięcia mogą sobie wobec wyższego rangą psa na niejedno pozwolić. Jeśli jednak miarka się przebierze, może się zdarzyć, że pies przywoła dziecko do porządku. W jaki sposób to uczyni, jest kwestią indywidualną i zależy od osobowości psa. O ile zwierzęta pewne siebie, spokojne i ogólnie mówiąc, lubiące dzieci po prostu się wycofają, to psy mniej zrównoważone mogą (zazwyczaj bardzo ostrożnie) "uszczypnąć" malucha. Zęby psa dość łatwo pozostawiają ślady na delikatnej skórze dziecka. Takich zajść nie należy bagatelizować, nie należy jednak także od razu popadać w histerię.

Ważne jest, aby dziecko od małego nauczyło się pozostawiać psa w spokoju, gdy leży on na swoim posłaniu (w koszyku, na kocu, w określonym pomieszczeniu). Takie miejsca powinny stanowić dla dziecka tabu! Należy także stanowczo zabronić dziecku wszelkich działań, które mogłyby zachęcić psa do tego, by spróbował zająć wyższą pozycję w hierarchii sfory. Szczególnie ruchliwe dzieci zapominają się w zabawie i tracą wyczucie, jak daleko mogą się posunąć. I to właśnie jest główną przyczyną, dla której nigdy (!) nie wolno pozostawić dziecka samego z psem, choćby był on nie wiem jak przyjazny i godny zaufania. Zabronione jest również wszystko, co sprawia psu ból. Zwłaszcza małe dzieci mają skłonność do ciągnięcia za sierść, uszy lub ogon. Jeśli pies wyraźnie pokazuje, że przekracza to granice jego tolerancji, dziecko musi natychmiast przestać. W przeciwnym wypadku pies będzie zmuszony "uszczypnąć". Dzieci w wieku do około 8 lat postrzegane są przez psa jako niższe rangą. Dziecko nie powinno wydawać psu rozkazów, ktore wymagałyby od niego podporządkowania się i tym samym kwestionowania jego pozycji w sforze.

Dzieci pomiędzy 8 i 12 rokiem życia pies traktuje jak równe sobie. Wtedy ich współżycie układa się raczej bezproblemowo. Pies przyznaje dziecku równe prawa. Dopóki nasz czworonożny przyjaciel nie będzie miał poczucia, że dziecko próbuje odebrać mu jego pozycję, dopóty będzie wobec niego przyjazny. Starsze dzieci i młodzież są najczęściej bez problemu akceptowane jako wyższe rangą, jeśli pies nie będzie szykanowany. Zasada ta obowiązuje szczególnie wtedy, gdy w rodzinie pies dorastał razem z dziećmi. Obowiązkiem rodziców jest nauczenie dziecka, że pies nie jest zabawką, którą wedle uznania można się bawić lub rzucać w kąt. Dzieci nie dorosły również do zabaw z dużym psem. Także zabawa w polowanie na jakąkolwiek "udawaną" zdobycz nasuwa pewne wątpliwości, bowiem ulegają wówczas osłabieniu naturalne hamulce powstrzymujące psa przed gryzieniem. Jeśli widzimy, że zabawa wymyka się spod kontroli, należy komendą DOŚĆ, KONIEC lub WYSTARCZY dać psu wyraźnie do zrozumienia, że zabawa skończna. Znaczenia tej komendy należy jednak nauczyć psa wcześniej. Większe dzieci mogą już samodzielnie używać tego rozkazu, co wzmocni zresztą jego pozycję w sforze.

Możliwość kontroli musi istnieć szczególnie przy zabawie typu "przeciąganie liny". Dla małych dzieci zabawa ta w ogóle się nie nadaje. Oto zabawy, jakie można polecić dzieciom. Zabawa w chowanego: w większości przypadków psy podczas rodzinnych wycieczek niejako same z siebie uważają na to, by dzieci się nie zgubiły. Dotyczy to zwłaszcza psów pilnujących, jak na przykład owczarek niemiecki lub border collie. Należy krok po kroku nauczyć psa odszukiwania osób. Już po krótkim czasie pies zrozumie, o co chodzi. Również dzieci będą zachwycone tą zabawą. Łatwe sztuczki: pies bardzo szybko nauczy się podawać łapę. Aportowanie: pies goni za rzuconą w dal "zdobyczą", chwyta ją i przynosi człowiekowi, przy czy najważniejsze jest owo przynoszenie. Jeśli dorośli nauczyli już psa tej zabawy, mogą się w nią również bawić dzieci, oczywiście pod nadzorem. Należy zwrócić uwagę na to, by dziecko nie brało udziału w pościgu, bowiem dla psa oznaczałoby to rywalizację i mogłoby zachęcić go do zatrzymania zdobyczy dla siebie. Odszukiwanie zguby: dziecko "gubi" jakiś przedmiot, na przykład chusteczkę lub rękawiczkę. Jeśli pies znajdzie zgubę, odbywają razem taniec radości lub zwierzę otrzymuje inną nagrodę.

Migdaz na odchudyanie

Migdały na odchudzanie


Autor: Alan Kyne Perry


Otyłość jest często wieloletnim problem dotykającym ludzi z każdej grupy wiekowej. Jeśli popularność programów telewizyjnych, szkół odchudzania oraz różnego rodzaju pigułek odchudzających jest jakimś wskaźnikiem to można założyć śmiało, że Ameryka, jak i Unia Europejska, mają z tym spory problem.


Wydaje się to zaskakującą wiadomością, ponieważ wielu ludzi szuka innych przekąsek niż orzechy, ze względu na ich wysoką zawartość tłuszczu i kalorii. Badania przeprowadzone przez grupę naukowców prowadzoną przez doktor Michelle Wien wykazały, że migdały mogą pomagać w utracie wagi ze względu iż są „gęste” od wartości odżywczych. Trzeba pamiętać, że dobrze odżywiony organizm nie domaga się jedzenia. Jeśli ktoś prowadzi niezdrową dietę, to mózg wysyła sygnały głodu do ciała, co powoduje niepohamowany apetyt i w rezultacie wzrost wagi.

Regularne jedzenie migdałów może przełamać ten cykl. Mogą one skutecznie zaspokoić apetyt, a sama osoba poczuje się „pełniejsza”. Te orzechy zawierają kwasy tłuszczowe jednonienasycone (monoenowe), białko i błonnik, który również przyczynia się do minimalizacji poczucia głodu.

Jako bogate źródło białka, migdały wydają się być dobrą alternatywą dla czerwonego mięsa oraz jaj. Badania wykazują, że 30 gram migdałów zawiera prawie tę samą ilość procentową białka co chude mięso. To co powoduje, że migdały uznaje się za zdrowsze od mięsa jest bogata zawartość błonnika. Jedzenie z dużą zawartością błonnika może z powodzeniem zapobiegać wchłanianiu się tłuszczów i kalorii. Wien mówi, że błonnik wiąże tłuszcze i w ten sposób zapobiega przed przyczepianiem się go ścianek jelit i jest wypłukiwany.

Migdały zawierają kwas oleinowy (wspomniany jednonienasycony). Jest on powszechnie spotykany w oliwie z oliwek i w ogromnym stopniu zmniejsza poziom cholesterolu w organizmie. Studia przeprowadzone na Uniwersytecie w Toronto wykazały, że u osób, które spożywały przynajmniej 30g migdałów dziennie zauważono znaczne obniżenie „złego cholesterolu”. Wpływa to na zmniejszenie ryzyka wystąpienia chorób serca.

Wszystkie orzechy, ale zwłaszcza właśnie migdały są bogate w witaminę E, która ma właściwości oczyszczające i gra kluczową rolę w zapobieganiu chorób serca. Zaledwie jedna uncja migdałów dziennie dostarcza około 40% dziennego zapotrzebowania na tę witaminę.

Prowadzone są również badania, które potwierdzają, że migdały mają również stanowić ochronę przed rozwijaniem się raka. Fitochemikalia znalezione w orzechach są aktywnymi biologicznie związkami, które skutecznie zapobiegają powstawaniu guzów.

Orzechy przypominają się jako pożywienie dostarczające wiele korzyści zdrowotnych, nie tylko tych kojarzonych z właściwości odchudzających płynących z migdałów.

Rasy królikkowe miniaturek.

Rasy królikków miniaturek.


Autor: Elżbieta


Omawiam tam niektóre najpopularniejsze rasy królików miniaturowych. Mam nadzieję że te maleństwa bez względu na kolor i rasę zawsze będą się wszystkim podobać.


Rasy królików miniaturowych.
Zwierzątkiem domowym może być w zasadzie każdy królik miniaturowy, jeśli posiada odpowiednie wymiary ciała. Ubarwienie sierści zaś jest kwestią gustu i to ono z reguły decyduje o wyborze podczas dokonywania zakupu. Wśród królików oferowanych w sklepach zoologicznych obok zwierzątek rasowych znaleźć można nieraz fantastycznie ubarwione mieszańce, nie roszczące sobie pretensji do czystości rasy. Zwierzęta te są równie urocze jak rasowe. Nie można ich tylko prezentować na wystawach i konkursach. Pozostają jedynie naszymi pupilami.

Do uznanych w Niemczech ras miniaturowych należą: gronostaje, miniaturki kolorowe, reksy i lisy miniaturowe oraz barany.

Białe króliki gronostajowe mogą mieć oczy czerwone lub niebieskie, a futerko wyjątkowo gęste i miękkie. Z dużą, okrągłą głową, okrągłymi oczami i krótkimi, sterczącymi blisko siebie uszami wyglądają uroczo.

Wiele barw
W przypadku miniaturek kolorowych celem hodowlanym jest uzyskanie barwnych osobników w typie gronostajowym.
Uznanymi odmianami barwnymi są: czarny, szary, niebieski, czerwony, hawanna, szynszylowy, deilenaar, perłowy, turyngski, srebrzysty, kunowaty, syjamski, z białym woalem, hotot, rosyjski, holenderski, japoński. Stale powstają nowe odmiany.

Dąży się do wyhodowania ras miniaturowych z takimi samymi znaczeniami jak rasy duże. W kolorach białym i hawanna są też długowłose lisy miniaturowe, a pozostałe ubarwienia czekają na oficjalne uznanie.

Gęstego futerka lisów miniaturowych, o długości włosów około 4 cm, nie trzeba strzyc tak jak w przypadku królików angorskich. Zwierzę linieje zupełnie naturalnie. To samo odnosi się do reksów miniaturowych o krótkiej (14-17 mm), bardzo gęstej sierści. Włosy sterczą niemal prostopadle do skóry, co sprawia że futerko przyjemnie się głaszcze. Reksy karłowate istnieją we wszystkich możliwych odmianach barwnych .Wyjątek stanowią barany miniaturowe, które od urodzenia mają długie uszy(tzw. klapy), zwisające po bokach głowy. Otwory uszne skierowane są do wewnątrz, a u nasady uszu widać silnie wykształcone, umieszczone blisko siebie zgrubienia (tzw. korony), nadające wygląd typowy barana z łukowato wygiętym nosem. Rasa ta też należy do miniaturek kolorowych.

Przy kupowaniu miniaturowego barana trzeba się upewnić, czy nie jest to młody osobnik większej rasy